Witam,
z uwagą przyglądam się problemowi kardiochirurgii dziecięcej jako zwykła Polka posiadająca dwójkę zdrowych dzieci.
Pragnę wyrazić oburzenie faktem, że ewidentnie nie chodzi w tym temacie o dobro dzieci, o uszanowanie decyzji rodziców, którzy MAJĄ GWARANTOWANE PRZEZ KONSTYTUCJĘ, PRAWA CZŁOWIEKA, DZIECKA, KRAJU WOLNEGO, DEMOKRATYCZNEGO, UNII EUROPEJSKIEJ, PRAWO DO WYBORU LEKARZA i MIEJSCA LECZENIA.
Pan Owsiak powinien krzyczeć tak: LUDZIE !!! POLACY!!! Zróbmy wszystko, aby prof. Malec wrócił do kraju !!! Wtedy problem się skończy ! Nie będzie kryzysu w polskiej kardiochirurgii!!! Przecież Polacy, to nie idioci i dobrze wiedzą, że nie o sprzęt tu chodzi!, sprzęt najwyższej klasy JEST, tylko NIE MA TEGO JEDYNEGO, NIEZASTĄPIONEGO!!! CHCEMY GO W NASZYM KRAJU - naszego polskiego kardiochirurga prof. Malca !!!
Nawet młodzież licealna świetnie rozumie o co tutaj chodzi... Niech prof. Malec wróci do kraju, a wszystko wróci do normy!!! A pozostali świetni kardiochirurdzy polscy niech wreszcie zrozumieją, że trzeba dumę schować do kieszeni i nisko pokłonić się człowiekowi, którego największym zaufaniem darzą RODZICE!!! Wreszcie trzeba pomóc tym polskim rodzicom!!! Dlaczego nikt się o nich nie troszczy???? WSTYD!!! Oni walczą o życie swoich pociech i sami decydują o wyborze lekarza, bo po prostu MAJĄ DO TEGO PRAWO !!!!!!!!!!!!!!!! Czy rodzice mają zapewnioną opiekę psychologiczną, przecież można się załamać wiedząc, że urodzi się ciężko chore dziecko, które może umrzeć!!!
Zofia Naukowska napisała "Ludzie ludziom zgotowali ten los", a my POLACY też w pewnym momencie powiemy: Nie dajemy przyzwolenia na manipulacje i nie pozwolimy, aby polski Rodzic miał zgotowane piekło w momencie walki o życie własnego dziecka !!!
Jeśli ten problem nie zostanie załatwiony tak, jak chcą tego rodzice, to polską kardiochirurgię czeka wielki dramat!!!
Naród polski będzie zaciekle bronił praw i wyborów Rodziców i ich Dzieci. Polski Naród ma zdolność szybkiego mobilizowania się i choć przytłumiony własnymi trudnościami prawidłowo reaguje na cierpienie innych !!!
...a dzban dotąd wodę nosi - dopóki się ucho nie urwie...
Z całym szacunkiem dla dobra Sprawy Rodziców i ich Dzieci, z życzeniami szybkiego powrotu prof. Malca do kraju - Polka, Matka, Nauczyciel, pracownik uniwersytecki, Artysta Sztuki
Małgorzata Bielicka
Redaktor Naczelny Dziennika POLSKA
Jestem zmuszony zareagować i sprostować informacje, które ukazały się w Waszej Gazecie w dn.1.08.2008r., w wywiadzie przeprowadzonym z prof. Januszem Skalskim. Informacje zawarte w tym wywiadzie są nieprawdziwe i mają charakter pomówień, skierowanych zarówno wobec mnie jak i innych rodziców mających dzieci z wadą serca. Dotykają również Pana prof. Edwarda Malca, który ratuje takie dzieci operując je w Klinice w Monachium.
Zanim jeszcze nas Syn przyszedł na świat, dowiedzieliśmy się, że jego serce jest bardzo chore. Chodzi o ciężką postać niedomogi układu krążenia funkcjonująca pod nazwą: atrezja zastawki trójdzielnej. Serce naszego Synka jest jednokomorowe.
Mimo wielu różnych sugestii zdecydowaliśmy się urodzić Jasia (tak nazywa się nasz syn). Nie wyobrażaliśmy sobie i nadal nie wyobrażamy innej alternatywy. Podjęliśmy walkę i wierzymy w jej sukces. Dzięki postępowi medycyny i kardiochirurgom – cudotwórcom istnieje duża szansa, aby nasz syn odzyskał zdrowie i od najwcześniejszych chwil życia miał zapewnioną jak najlepszą opiekę. Taką opiekę i złote ręce gwarantuje profesor Edward Malec, który wywodzi się z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, teraz jednak mieszka i operuje w Klinice w Niemczech, w Monachium (Klinikum Der Universität München – Standort Großhadern in Großhadern). W trakcie wstępnej telefonicznej rozmowy z Profesorem uzyskaliśmy Jego zgodę i zapewnienie co do podjęcia się leczenia i chirurgicznej korekcji wady serca naszego Jasia.
Jedyny problem stanowiły kwestie materialne. Operacja w Niemczech jest w 100% odpłatna (koszt jednej wynosi ok. 16.000 – 20.000 EURO), a ponadto wymagane są dodatkowe opłaty związane z pobytem dziecka i matki w szpitalu (ok. 45 EURO/dzień).
To niemały koszt, na który nas rodziców nie było stać. Musieliśmy zorganizować publiczną zbiórkę pieniężną. Apele o pomoc finansową ukazały się na stronach internetowych Policji, Trójmiasto.pl i Internetowym Forum Policjantów. Rozesłałem setki e-maili z prośbą o pomoc do wszystkich znanych mi osób i podmiotów gospodarczych. Moi przyjaciele i znajomi z Gdańska zorganizowali tam koncert charytatywny, a koleżanki i koledzy z Policji kwestowali i sprzedawali cegiełki na koncercie w celu zebrania funduszy na operację Jasia. Dzięki ofiarności Przyjaciół i Znajomych, Koleżanek i Kolegów oraz zupełnie obcych osób zebraliśmy odpowiednie środki na I operację Jasia. Pomógł nam również Komendant Główny Policji gen. insp. Andrzejowi Matejukowi, udzielając bezzwrotnej zapomogi na wydatki, które ponosimy w związku z leczeniem Jasia.
Jaś urodził się 3 lipca o godz. 11.07, w CZMP w Łodzi. Pod koniec lipca nasza trójka opuściła szpital w Łodzi i udała się do domu. Maluch czuje się dobrze, saturacje i inne parametry zdrowotne ma bardzo dobre, choć przeprowadzane echa serca wykazują cały czas istnienie wady. Kolejne echo serca planowane jest na 29 września, kiedy to będzie przeprowadzona kontrola stanu serca i tętnic Jasia. Pierwsza operacja Jasia (taka postać wady wymaga od dwóch do trzech zabiegów rozciągniętych w czasie) planowana jest w Monachium na listopad 2008r.
Niestety są ludzie, którym przeszkadza zarówno to, że my oraz inni rodzice staramy się zapewnić naszym ciężko chorym dzieciom najlepszą opiekę medyczną (przy tak skomplikowanych wadach serca) jak też to, że w tym celu organizujemy publiczne zbiórki pieniężne i szukamy pomocy gdzie tylko można. Świadczy o tym wypowiedź prof. Janusza Skalskiego zamieszczona 1 sierpnia w gazecie „Polska”. Kardiochirurg (następca prof. Malca w krakowskiej klinice) zarzuca rodzicom takim jak my, że nadużywają ludzkich uczuć zbierając pieniądze na operację w Monachium, a ponadto – że robią to nieuczciwie!
Oczywiście prof. Skalski nie wyjaśnił, co robimy nieuczciwie i w jaki sposób nadużywamy ludzkich uczuć. Prof. Skalski nie rozumie jak bardzo wstydliwe a czasami upokarzające jest proszenie (szczególnie osób obcych) o finansową pomoc. Ile nerwów kosztuje walka z czasem, którego brakuje do osiągnięcia odpowiedniego pułapu zebranej kwoty na operację. Prof. Skalski prawdopodobnie nie chciałby przeżywać tych chwil potwornej niepewności, gdy dynamika przekazywanych wpłat nagle spada i kwota na rachunku bankowym nie rośnie, a życie i zdrowie dziecka zależy od wysokości tych wpłat. Gdzie jest tu nadużycie, na jakich uczuciach grają zdesperowani i zrozpaczeni rodzice, chcący ratować swoje dzieci?
Prezentowana wypowiedź prof. Skalskiego jest sporym nadużyciem i godzi nie tylko w moje dobre imię jako rodzica dziecka dotkniętego ciężką wadą serca, ale też skierowana jest przeciwko Komendantowi Głównemu Policji, który pozwolił na zbiórkę pieniężną wśród funkcjonariuszy i pracowników Policji. Ponadto podważa pracę i wysiłek wielu bliskich mi osób (przyjaciół i znajomych), którzy bezinteresownie zaangażowali się w pomoc w zbieraniu środków pieniężnych na operację mojego Syna, nie szczędząc pracy i portfeli. W szerszym kontekście uważam, że wypowiedź ta godzi we wszystkich rodziców, którzy muszą prosić o pieniądze, aby ratować swoje dzieci. Na szczęście prof. Malec w Monachium „wytargował” dla dzieci z Polski niższe ceny tych często bardzo skomplikowanych i drogich operacji na otwartym sercu, i coś, co dla przeciętnych ludzi było kiedyś niemożliwe stało się osiągalne!
Nie godzę się na to, by tak moralnie naganna wypowiedź lekarza pozostała bez reakcji. Chcę, by wiedzieli o tym ci, którzy pomagają mi i innym rodzicom. Taka informacja należy się również Prof. Edwardowi Malcowi, który ratuje nasze dzieci.
Dlatego proszę zamieszczenie mojego listu w Waszej Gazecie, celem sprostowania wypowiedzi prof. Skalskiego.
Licząc na pozytywne załatwienie mojej prośby serdecznie pozdrawiam,
Wojciech Kowalewski
radca prawny
Biuro Łączności i Informatyki Komendy Głównej Policji
Do Zarządu Fundacji Cor Infantis
Piszę do Państwa tylko dlatego, bo tak naprawdę nie wiem gdzie mogłabym napisać. Po wejściu na Państwa stronę internetową i przeczytaniu listu skierowanego do Pana J.Owsiaka postanowiłam, że napiszę parę słów.
Nie mogę zrozumieć, dlaczego Pan J.Owsiak zadaje pytania typu: po co zbierać pieniądze na operacje za granicą, po co finansować z publicznie zbieranych pieniędzy tak drogie zabiegi medyczne w obcych ośrodkach skoro można operować w Polsce. Nie zdziwiłabym się, jakby takie pytania zadał obcokrajowiec. Przecież wszyscy wiemy zbiera się środki po to, aby ratować dar najcenniejszy na tej ziemi jakim jest życie i to życie małego dziecka. Dlaczego za granicą? Napiszę wprost, bo tam pracuje wspaniały człowiek, Polak i najlepszy kardiochirurg prof. E. Malec.
Jestem szczęśliwą matką, bo mam zdrowe dzieci. Ale przez okres dwóch lat pomagam mamie małej Wiktorii. Wiem przez co przeszła i przechodzi. Dowiedziałam się jakie mogą być ciężkie wady serca. Dwa lata temu dowiedziałam się, że takie wady serca jak HLHS są leczone w dwóch klinikach w Polsce w Łodzi oraz w Krakowie. Ku mojemu zaskoczeniu dowiaduję się teraz, że takich klinik mamy wiele. Może i są? Ale ja dziękuję Bogu codziennie, że spotkałam na swojej drodze Pana Profesora Malca, który jako człowiek i jak się okazało wspaniały kardiochirurg zaopiekował się jako jedyny tym dzieckiem. W tym miejscu pragnę Panu Panie Profesorze za wszystko podziękować. Zwracam się również do ludzi złej woli, pozwólcie Profesorowi spokojnie wykonywać swój zawód. Pozwólcie również spokojnie funkcjonować Fundacji Cor Infantis. W tym miejscu pragnę wspomnieć, że przypadkowo weszłam na Państwa stronę internetową. Również jestem wdzięczna najwyższemu, że to Państwa Fundację znalazłam.
Mam nadzieję, że Państwa Fundacja pomoże jeszcze wielu dzieciom i to nie tylko z Polski, / bo przecież wszystkie dzieci są nasze / i zrealizuje swój cel główny – sprowadzi Profesora do Polski. Pokona wszystkich ludzi złej woli.
Tego życzę będąc z Państwem.
Z poważaniem
Gabriela Matras
Historia Michałka Kowalskiego.
O wadzie serduszka dowiedziałam się w 27 tygodniu ciąży. Wadę potwierdziła i nazwała (HLHS) Pani Dr. Dangel. Szukałam pomocy, wiadomości na temat HLHS. Znalazłam Fundację Serce Dziecka, która bardzo mi pomogła. Byłam zrozpaczona i załamana, nie wiedziałam co będzie z moim jeszcze nienarodzonym dzidziusiem. Nadzieję dostałam w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu, w Krakowie. Rozmawiałam tam z Dr. Mroczkiem, który wytłumaczył mi jak ciężką wadę serca ma moje dziecko, uświadomił, że będzie operowane przez najlepszego kardiochirurga dziecięcego, specjalistę w operowaniu takich dzieci. Na koniec pokazał mi zdjęcie chłopczyka (z pierwszej Komunii Świętej), który był na samym początku operowany przez Profesora (pierwszy, albo jeden z pierwszych HLHSów, operowanych przez Profesora E. Malca w Polsce, w Krakowie. Był to całkiem normalny chłopczyk. Spotkanie w USD w Prokocimiu dało mi nadzieję, że moje dziecko może żyć, że będzie mogło się normalnie rozwijać. I co najważniejsze będzie w NAJ, NAJ, NAJLEPSZYCH rękach, w rekach Profesora Malca. Michałek urodził się 12 kwietnia 2006 r., w 43 tygodniu ciąży, ważył 3750g i mierzył sobie 56cm, w skali agpar otrzymał, 10,10,9, więc super. Zaraz po urodzeniu dostał prostin. Na drugi dzień został przewieziony do USD w Prokocimiu, gdzie zespół Profesora Malca już na niego czekał.
Profesor Edward Malec przeprowadził operację Norwooda w ósmej dobie życia naszego maluszka. Było to 20 kwietnia 2006roku. Ta data jest dla nas szalenie ważna, to wtedy po raz pierwszy Profesor dał nam dziecko. Na intensywnej terapii (jeszcze tej starej) zobaczyliśmy nasze MALEŃSTWO , podłączone , orurkowane , z mnóstwem pomp tłoczących lekarstwa i uśmiechniętego PROFESORA. Zobaczyliśmy też fotel na biegunach. Później dowiedzieliśmy się, że to Profesora fotel, że to sam Pan Profesor siedzi przy operowanych dzieciach. W tamtym czasie Profesor stał sie dla nas po Bogu najważniejszym człowiekiem.
Druga operacja-hemi Fontany odbyła się 20 października 2006. Z mniejszą trwogą i olbrzymim zaufaniem do Pana Profesora oddaliśmy w jego ręce naszego Michałka. To nie tak, że ślepo wierzylismy w udany finał, ale mieliśmy 100% pewność, że Profesor zrobi wszystko co tylko możliwe, aby zabieg się udał, aby po raz drugi dać nam dziecko. I tym, drugim razem też tak było. Po tygodniu byliśmy w domu. Dla nas to cud, mamy za co dziękować Panu Bogu i Panu Profesorowi.
Gdy w kwietniu tego roku na kontroli kardiologicznej dowiedzieliśmy się, że należy już myśleć o trzecim etapie leczenia serduszka Michałka nie mieliśmy cienia wątpliwości w czyje ręce powierzymy zdrowie i życie Michałka. Absolutnie nie miało dla nas znaczenia, gdzie jest Profesor Edward Malec. Gdyby był w Australii, Arktyce, czy Himalajach. Wszędzie byśmy Go szukali i błagali o pomoc, o zoperowanie Michałka. Nie miało tez większego znaczenia jakie będą koszty. Sprzedalibyśmy wszystko, oddalibyśmy diabłu duszę, byleby leczeniem Michałka zajął się Profesor. Dowiedzieliśmy się, że Profesor obecnie leczy dzieci w Monachium w Uniwersyteckiej Klinice Grosshadern. Zadzwoniliśmy do Niego z prośbą o pomoc. Profesor poprosił o dokumentację medyczną i zakwalifikował Michałka do zabiegu Fontany, termin został wyznaczony na 10 września. Choć koszt operacji jest duży (16535euro), postanowiliśmy szukać pomocy gdzie tylko sie da. Szukaliśmy fundacji, która udostępniłaby nam subkonto dla Michałka.
Znaleźliśmy dwie Fundacje, które zapewniły nam pomoc, pierwsza to Serce Dziecka im. Diny Radziwiłowej (tam miały zbierać się pieniążki z 1% podatku) i druga Fundacja Cor Infantis. Dzięki ofiarności wielu cudownych, wrażliwych i szczodrych ludzi udało nam się zebrać konieczną kwotę.
8 września 2008 roku zostaliśmy przyjęci na oddział G9 (kardiologia), 9 września Michał przeszedł bez komplikacji cewnikowanie serduszka 10 września Profesor Edward Malec przeprowadził trzecią operację serduszka Michałka (zabieg Fontany) i jest to trzecia data, którą mamy wyrytą w sercach , znów PROFESOR dał nam syna 3 października byliśmy w domu. I tym razem pierwszą osobą którą zobaczyliśmy przy łóżeczku Michałka na intensywnej terapii był OCZYWIŚCIE nasz Profesor Malec. Znów był uśmiechnięty i zadowolony. Profesor nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo tym podnosi nas na duchu. Przez cały nasz pobyt w Klinice spotykałam codziennie Profesora około godziny szóstej rano, zaglądał do wszystkich dzieci, które operował. To wspaniałe, że profesor, światowej sławy kardiochirurg dziecięcy (teraz wiemy, że nie tylko dziecięcy), człowiek z ogromnym darem jest osobą który robi wszystko co możliwe, aby zapewnić im zdrowie. Profesor troszczy się o dzieci, przepytuje pielęgniarki, przychodzi na badania. Przy profesorze ma się pewność, że nic nie zostanie zaniedbane, przeoczone, dla Niego wszystko związane z dziećmi jest ogromnie ważne. Chciałabym aby Profesor wiedział jak go kochamy, że do końca świata będzie dla naszej rodziny Największym Dobroczyńcą. Trzy razy podarował nam dziecko. Nigdy o tym nie zapomnimy. Gdyby konieczna była kolejna operacja kardiochirurgiczna nie wahałabym się ani sekundy do kogo zwrócić się o pomoc - tylko PROFESOR EDWARD MALEC i nie ważne gdzie będzie i ile będzie ta operacja mogła kosztować.
Kochamy Profesora i ufamy mu.
Beata i Mirosław Kowalscy
Historia Naszej Alexandry
Alexandra urodziła się w 42 tygodniu ciąży 23.07.05. Poród był wywoływany, rodzinny, po 16 godzinach dowiedzieliśmy się o problemach Alexandry. Została przewieziona do Padwy. Okazało się że Ola ma brak lewej komory z przełożeniem wielkich pni tętniczych(TGA DOLV) i niedomykalnością zastawki trójdzielnej. Potrzebne były trzy operacje. Byliśmy załamani. Ale tamtejszy szef kardiochirurgii prof. Milanese obiecywała nam że będzie wszystko dobrze. Pierwsza operacja była wykonywana przez prof. Stelin, zakończyła się pomyślnie. Przez komplikacje pooperacyjne Ola spędziła 2,5 miesiąca w szpitalu. Druga operacja była 19.12.05 i podczas jej wystąpiły duże komplikacje, w wyniku czego Ola doznała uszkodzenia mózgu. Sale operacyjną opuszczała z saturacją 50% a nawet mniej. Dopiero na pediatrii przed samym wypisem po 4 tygodniach dowiedzieliśmy się że nasza córeczka jest poważnie uszkodzona neurologicznie. Zapewniano nas że wszystko jest w porządku ale Ola nie widzi i jest sparaliżowana lewostronnie. Postanowiliśmy poradzić się polskich kardiologów, trafiliśmy do Wrocławia do dr. Kukawczyńskiej i to ona nam powiedziała że jest "TAKI" prof. MALEC który specjalizuje się w wadach serca i robi to rewelacyjnie. W tym jeszcze czasie Prof. operował w Prokocimiu. Śledziliśmy jego osiągnięcia przez internet i cały ten problem profesora w Prokocimiu z lekarzami i pielęgniarkami. Na nasze szczęście Profesor Malec zaczął operować dzieci w Monachium bo tam nasz region refunduje operacje. Spotkaliśmy się z nim w Monachium na wstępnej wizycie i zapewnił nas że trzeci etap operacji przeprowadzi z powodzeniem, wierzyliśmy mu, a o Padwie nawet nie chcieliśmy słyszeć, gdzie tutejsi lekarze odradzali nam Grosshadern i twierdzili że nikt nie zrobi tej trzeciej operacji lepiej niż prof. Stelin. Po krótkim spotkaniu byliśmy zachwyceni prof. Edwardem Malcem, jakim jest wspaniały człowiekiem , takim dostępnym ,jakby zwyczajnym ale przecież tak utalentowanym chirurgiem. Do Monachium przyjechaliśmy 10.10.08, zgodnie z terminem 11.10.08 było cewnikowanie a 12.10.08 operacja. Operacja trwała tylko 3 godz. gdzie w Padwie dwie operacje trwały po 7 godzin. Prof. Malec wykonał ją rewelacyjnie i bez komplikacji. Podczas operacji znalazł również przyczynę komplikacji drugiej operacji tym byliśmy nawet zdumieni. Jak później mówił stracił na to 20 minut przy operacji. Ola szybko wróciła do zdrowia i po 21 dniach wróciliśmy do domu. Czuje się świetnie, ma saturacje 92-97% i duży apetyt. Oczywiście nie da się cofnąć czasu z drugiej operacji i chcielibyśmy przestrzec wszystkich rodziców w podobnych sytuacjach by nie popełnili błędu i nie oddawali swoich dzieci w nieznane i niedoświadczone ręce chirurgów. Jedynego najlepszego chirurga dziecięcego jakiego znamy to prof. EDWARD MALEC i pewnie wszyscy rodzice dzieci których operował potwierdzą to że jest również wspaniałym człowiekiem . Jest to Lekarz z powołania z darem od Boga jakich naprawdę jest mało.
Rodzice Alexandry Maria i Robert Pawlus
Szanowni Państwo
Laura ma 11 miesięcy i poważną wadę serca, jej wada to HRHS. Atrezja TV IIIst. czyli niedorozwój prawego serca zarośnięcie zastawki trójdzielnej, jest po zespoleniu systemowo-płucnym, była operowana w drugiej dobie swojego życia w Poznaniu. Nie dość, że ma serduszko chore i przeszła już operację to jeszcze miała zrośnięty przełyk i była operowana w pierwszej dobie swojego życia. Teraz Laura potrzebuje już drugiej operacji serca. Niestety w Polsce jest niemożliwe, aby córka była już operowana. Poznań gdzie Laura jest pod ich opieką wpisał ją na listę dzieci oczekujących na operację kardiochirurgiczną i jest ona 88 na liście, 88 oznacza czas oczekiwania od pół roku do roku a do tego czasu mogłaby nie przeżyć, ponieważ już nie raz walczyła o życie. Laura często choruje w przeciągu 4 miesięcy 3-krotnie chorowała na zapalenie płuc.
Laura to nasze drugie dziecko i nie wyobrażamy sobie życia bez któregoś z naszych dzieci. Dlatego gdy tylko dowiedzieliśmy się z mediów o Klinice Großhadern i cudownym profesorze, który operuje tam dzieci i o tym jak traktuje dzieci (podmiotowo a nie jak przedmiot) bez wahania postanowiliśmy zrobić wszystko, żeby i nasze dziecko miało szansę zostać zoperowaną przez wybitnego profesora Edwarda Malca. Nie dlatego, że taki mamy kaprys tylko dlatego, że czekając w Polsce w kolejce Laura mogłaby nie przeżyć a my jako jej rodzice musimy zrobić wszystko co w naszej mocy żeby ratować jej życie.
Uważamy, ze jedyna szansa dla córki to Monachium i cudowny człowiek Pan Profesor Edward Malec. To on dał nam nadzieję i szansę. To on nie wpisał Laury na długą listę oczekujących dzieci na operację .Będziemy mu wdzięczni do końca życia i mamy nadzieję ze żaden człowiek, żadna ludzka zazdrość i zawiść jednak nie doprowadzi do tego, co może się stać- że dzieci z Polski nie będą mieć szansy na leczenie w Klinice Großhadern.
Wierzymy, że dobro zwycięży a wszystkie dzieci, które nie mają szans na operacje w Polsce znajdą „nadzieję” właśnie u profesora Malca.
Rodzice Laury


